#5 Czy warto być preppersem?

Bycie preppersem to ładowanie swojego czasu, energii i pieniędzy w tony sprzętu i gadżetów. Tak przynajmniej się potocznie sądzi. Czy warto być preppersem? Czy nie jest to tak, jak gdybyśmy kupowali najlepsze na świecie AC dla trzynastoletniej Astry?

Słuchaj także: #9 Ekonomiczny kolaps – jak przygotować się na kryzys?

Z odcinka dowiesz się

  • Czy warto być preppersem?
  • Czy prepping to coś, co wymyślono współcześnie?
  • Czym różni się preppers od przeciętnego człowieka.

Przydatne zasoby

Transkrypcja

Zacznijmy od tego, że prepping jest zjawiskiem niejednorodnym. Mamy hobbystów zapaleńców, którzy biegają po lesie i kupują noże za tysiąc złotych. To fajne. Warto mieć pasję. Szczególnie taką, gdzie spędzasz czas na łonie natury, oddychając świeżym powietrzem.

Mamy także takich preppersów, którzy gromadzą w domu zapasy, i takich, którzy przeprowadzają się na wieś, gdzie budują samowystarczalne farmy. Są w końcu i tacy, którzy uczą się strzelać z łuku i krzesać ogień na 10 sposobów. Brawo dla nich wszystkich.

Czy warto być preppersem?

Nawiązując do pytania postawionego w temacie – prepping zjawisko, które ukształtowało się w czasie zimnej wojny, a spopularyzowało się tak naprawdę w ostatnich dwudziestu latach m.in. dzięki telewizji i takim programom jak Doomsday Preppers  emitowany przez National Geographic w latach 2012-2014.

Ale jeśli się nad tym zastanowić, prepping, czyli przygotowania na cięższe czasy, to coś, co ludzie robili praktycznie od zarania dziejów – w starożytności, we wczesnym śedniowieczu, w średniowieczu i później. Robili to jeszcze nasi dziadkowie, przygotowując się na przykład do zimy. Szczególnie na wsi. To rzecz całkowicie naturalna, bo człowiek w starciu z naturą jest mały i słaby.

Nienaturalną zaś rzeczą jest dzisiejszy tryb życia, w którym funkcjonujemy pomiędzy pracą, a odreagowywaniem stresów. Żyjemy telewizją, polityką, wynikami wydarzeń sportowych czy nowymi grami. Żyjemy konsumpcją produktów i usług. Nie boimy się natury, bo jako ludzie staliśmy się aroganccy i zbyt pewni siebie.

Zatraciliśmy poczucie zagrożenia

Zatraciliśmy poczucie zagrożenia, ponieważ od prawie 30 lat w Europie mamy względny spokój. Względny, bo oczywiście wszyscy wiemy, że ten krótki okres dobiega końca. W nasze poczucie bezpieczeństwa uderzył na przykład konflikt na Ukrainie czy zamachy terrorystyczne w Europie. Niektórym udało się to dostrzec, innym nie. A jeszcze inni poddali się komunikatom medialnym, przyjmując jakiś gotowy pogląd, zniekształcony obraz rzeczywistości przejaskrawiony w jedną lub drugą stronę.

My sami w naszym kraju stanowimy dla siebie ogromne zagrożenie. Narasta polaryzacja. Rozbijamy swoją jedność o kwestie światopoglądowe. Ja osobiście nie mogę słuchać ani jednej, ani drugiej strony. Zwłaszcza gdy widzę, jak bardzo narastają podziały społeczne. Sądzę, że kolejne wybory pogorszą ten stan, bo albo utrzyma się obecna władza i kurs będzie kontynuowany, albo będzie ta druga władza i wówczas nastąpi… Właściwie również kontynuacja kursu. Zawsze połowa narodu będzie niezadowolona. Zawsze będzie narastała w nas frustracja, bo skupiamy się na kwestiach, które nas dzielą. Coraz częściej szukamy sobie podziałów i pielęgnujemy je.

Każdy aspekt życia

Niemal każdy aspekt życia: praca, rodzina, zdrowie, pieniądze – wszystko jest jakoś powiązane z elementami zagrożeń i kwestiami bezpieczeństwa. Pracę można stracić. Zdrowie można stracić. I pieniądze. Jeden z członków rodziny może zachorować na poważną chorobę albo zginąć tragicznie. To bardzo trudna sytuacja i absolutnie nie da się na nią w żaden sposób przygotować.

Ale preppers to człowiek, który do swoich podstawowych pryncypiów zalicza samodzielność, samowystarczalność i zaradność. NIezależnie od sytuacji, nawet najtrudniejszej do przewidzenia, staje przed wyzwaniem, któremu podoła albo nie. Na pewno nie wchodzi w rolę ofiary, która czeka na ratunek.

Znacznie zwiększa swoje szanse poprzez przygotowania, nabywanie nowych umiejętności, praktykę oraz przepracowywanie pewnych problemów w głowie. Myśląc o rozmaitych sytuacjach i zagrożeniach, jest w stanie podać na szybko kilka rozwiązań, o których już wcześniej pomyślał. Między innymi na tym polega prepping – na ciągłym zadawaniu sobie pytań – a co jeśli? I odnajdywaniu nowych zagrożeń.

Czy warto nie być preppersem?

I teraz wracając do pytania postawionego w temacie. Czy warto być preppersem? Preppers to tylko nazwa na coś, co istniało od zawsze. Ja bym odwrócił tę sytuację i zadał pytanie – czy warto nie być preppersem? Czy warto ignorować rzeczywistość, żyć nieprawdziwym obrazem świata? Czy warto tkwić z głową w telewizorze i emocjonować się jedynie serialami i skokami narciarskimi? Czy warto wierzyć, że zawsze będzie dobrze? I że jesteśmy potężniejsi od natury?

No chyba tylko w sytuacji, gdy wychodzisz z założenia, że w razie sytuacji kryzysowej i tak sobie nie poradzisz. Albo jeśli uważasz, że nie chcesz być ostatnim człowiekiem na ziemi. Ok. możesz podjąć taką decyzję za siebie. Chcesz – bądź ofiarą.

Ale czy jesteś w stanie podjąć taką decyzję za innych? Za swoje dzieci? Żonę? Starszych rodziców? Czy możesz podjąć decyzję, że obejrzycie taniec z gwiazdami, a kiedy na horyzoncie rozbłyśnie wybuch atomowy, to po prostu będziecie stali w oknie, trzymając się za ręce?

Jeśli tak, słuchasz niewłaściwego podcastu. Oczywiście zachęcam do zmiany nastawienia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pobierz za darmo moją powieść postapo