#40 Mam koronawirusa

No i stało się. Mam koronawirusa. W związku z tym postanowiłem podzielić się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami.

Jak to się zaczęło?

Początek był taki, że w poniedziałek wieczorem pojawiła się gorączka. Nie była wysoka, ale czułem się taki rozbity i zmęczony. Potraktowałem to trochę heheszkowo, że mam gorączkę, więc to na bank koronawirus. He he he ha ha ha

W kolejnych dniach pojawił się kaszel i łamało mnie, ale w sumie nie było tragedii. Po trzech dniach poczułem się nawet lepiej. Teoretycznie wszystko w porządku, chociaż dla świętego spokoju umówiłem się na telewizytę. Żeby nie było. W końcu miałem kontakt z jakimiś innymi osobami. 

Umówiłem się w prywatnej przychodni, bo było to wygodniejsze. Logujesz się do systemu, wybierasz pierwszy wolny termin i gotowe. Nie trzeba wisieć godzinę na telefonie. Minusem, którego nie doceniłem, jest to, że ta wizyta była stosunkowo późno, bo dopiero w piątek. 

Lekarz po wysłuchaniu mojej historii stwierdził, że nic mi nie jest, że to NA PEWNO NIE KORONAWIRUS, bo nie mam duszności. Przypisał leki wykrztuśne. Po wizycie straciłem węch i poczułem się gorzej. Przypominam – był piątek wieczór, więc pozostało czekać na poniedziałek.

Diagnoza: koronawirus

W poniedziałek zarejestrowaliśmy się na telewizytę do normalnej przychodni. Próba dodzwonienia się trwała ok. godzinę. Moja żona miała ponad 100 wykonanych połączeń. Ja myślę, że połowę z tego. Jeszcze przed telewizytą zapisaliśmy się na testy, bo spodziewaliśmy się, że im później, tym będzie trudniej. A zależało nam na czasie. W końcu w poniedziałek minął tydzień od moich pierwszych objawów. 

Lekarz z przychodni po wysłuchaniu nas powiedział, że na bank koronawirus, i że jeśli test wyjdzie ujemny, to pewnie będzie jakaś pomyłka. Ale pocieszył nas też. Powiedział, że w naszej przychodni jeszcze nikt na covid nie umarł. W ogóle był dość wyluzowany, jak na to, że telewizyta odbyła się z dwugodzinnym opóźnieniem, po godzinie 19:00. 

Test był skrajnie nieprzyjemny. Natomiast jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy pracują w tych punktach. Wiele godzin w strojach ochronnych, ludzie wkurzeni, bo część z nich przyszło bez wcześniejszego zarejestrowania się i nie mogli zostać poddani testowi. A mimo to personel w całej tej sytuacji nie zdradzał emocji, zniecierpliwienia. Mega wysoki profesjonalizm. Całość mojej wizyty w kontenerze, gdzie pobierano próbkę, trwała może dwie minuty i wspominam to bardzo miło, choć test rzeczywiście był nieprzyjemny.

Na wynik czekałem trzy dni. Poznałem go w piątek rano, czyli w sumie prawie dwa tygodnie od wystąpienia pierwszych objawów. 

Kilka wniosków z tej historii

Zważywszy na to, że noszę maseczkę, nie korzystam z komunikacji miejskiej – chodze do pracy na piechotę, zakupy robię 3 razy w tygodniu o 6 rano, raczej pilnowałem siebie, a mimo to nie udało mi się uniknąć zakażenia. Jak puszczasz dzieci do szkoły, to ciężko się uchronić. Jeszcze gorzej, jak żona pracuje w szkole.

W odcinku 35 wyraziłem zadowolenie, że decyzja o zamykaniu szkół jest w rękach dyrektorów. Czas pokazał, że rząd nie dał dyrektorom narzędzi. Rząd jedynie scedował odpowiedzialność. Szkoły najczęściej pracują jak pracowały, a przypadki koronawirusa są w różny sposób pacyfikowane np. chory był nauczyciel WF, a on prowadzi z dziećmi zajęcia tylko na dworze. Ostatecznie, aby dyrektor szkoły mógł podjąć decyzję o nauczaniu zdalnym, musi chyba otrzymać zalecenie z sanepidu. A czy sanepid wydaje zalecenia? Trudno powiedzieć. 

Nauczanie zdalne to krok w stronę lockdownu, bo wielu rodziców będzie musiało wziąć wolne i zasiłki, więc zrobiono to tak, by zamykanie szkół nie było takie proste.

Ogólnie wszystko wygląda trochę tak, jakby rząd nieszczególnie poważnie traktował drugą falę w tzw. “międzyczasie”. Krytyka sypie się z różnych stron i wierzę, że ta krytyka jest uzasadniona. Zresztą świadczą o tym zarówno pomysły z dupy, jak zamykanie fitnessów, czy ostatnia akcja z aborcją – rząd ma już tak pełne gacie, że musieli wyciągnąć ludzi na ulice, by zwalić na nich winę, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

To strasznie smutne. Nie bez powodu podkreślałem tak, że personel z punktu pobrań był tak miły i profesjonalny. Ludzie na pierwszej linii dają z siebie absolutnie wszystko, wychodzą z siebie, ale rzeczy nie działają systemowo, dupa została dana na poziomie menedżmentu i to tego topowego, na poziomie kraju. 

Było pół roku, żeby na poważnie podejść do sprawy, prawdopodobnie tłuste misie jedynie się podśmiewały z koronwairusa w kuluarach. Teraz rachunek za to wszystko przyjdzie nam zapłacić nam wszystkim, bo będzie i uderzenie gospodarcze i duże straty w ludziach. Nasz rząd w ogóle się nie sprawdził. Ani trochę.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Bądź na bieżąco:

Awaryjny standard łączności polskich preppersów (pdf do pobrania)

#40 Mam koronawirusa