#7 Misja Kazachstan 2019

Kazachstan. Była republika Związku Radzieckiego położona niemalże w sercu Azji, swym północnowschodnim brzegiem sięgająca Syberii. To tutaj najpierw rosyjscy carowie, a później Stalin, urządzili sobie jeden z celów wywózki ludności m.in. polskiej, najpierw z zaboru rosyjskiego, później w kresów. Według spisu ludności z 2009 roku, w Kazachstanie żyje ponad 34 tysiące Polaków, jednak mniej oficjalne szacunki mówią nawet o liczbie 100 tys. osób pochodzenia polskiego. Dziś chciałbym porozmawiać o nich.

Słuchaj także: #9 Ekonomiczny kolaps – jak przygotować się na kryzys?

Z odcinka dowiesz się

  • Czym jest Misja Kazachstan 2019
  • skąd wzięli się Polacy w Kazachstanie
  • jak można ich wesprzeć

Przydatne zasoby

Misja Kazachstan 2019

Na temat natrafiłem przypadkiem. Mój naczelny z gazety podrzucił mi namiary na jednego z organizatorów zbiórki na rzecz Domu Kultury Polskiej w Czkałowie. Jest to wieś w obwodzie północnokazachstańskim, która liczy sobie nieco ponad 3 tysiące mieszkańców – zarówno Polaków, jak i Kazachów. Spotkałem się z dwoma przedstawicielami organizatorów zbiórki, porozmawiałem i napisałem tekst, który podlinkuję pod tym podcastem, gdy tylko pojawi się w sieci. Natomiast sam temat zafrapował mnie dość mocno i wydał mi się ciekawy także pod kątem survivalu. Ale o tym za chwilę.

Czym jest Misja Kazachstan 2019?

Misja Kazachstan 2019 to inicjatywa, którą stworzyli ludzie na co dzień pracujący w dużych, międzynarodowych korporacjach finansowych. Wszystko zaczęło się od wyjazdów na Kaukaz w celach rekreacyjnych. Po którymś razie stwierdzili, że skoro tak jeżdżą, to fajnie byłoby zrobić coś dobrego. Dostali od kogoś namiary na księdza z Czkałowa, odwiedzili wioskę i podjęli decyzję o rozpoczęciu zbiórki. Tak w dużym skrócie.

Zobacz także: #2 Kim jest preppers?

Cel zbiórki

Głównym celem zbiórki jest docieplenie Domu Kultury Polskiej. Temperatury w tamtym rejonie świata spadają zimą do minus czterdziestu stopni. Wówczas w pomieszczeniach jest ok. 10 stopni. W Polsce w takich warunkach szkoły nie prowadzą już zajęć. Tam te zajęcia się odbywają, ponieważ jest to jedna z niewielu rozrywek dostępnych dla tamtych dzieciaków. I podkreślę, chodzi o Dom Kultury Polskiej, nie o szkołę. Czyli są to zajęcia nieobowiązkowe – chór, tańce, zajęcia sportowe.

Poza tym, pieniądze przeznaczone są także będą na zakup różnego rodzaju potrzebnych rzeczy. Z tego co wiem, już zakupiono laptopy, czytniki ebooków i tablety, czyli różnego rodzaju pomoce naukowe, ale także sprzęty umożliwiające partycypowanie w szeroko pojętej kulturze. Wiem,żę mają też być kupione brakujące bilety lotnicze dla grupy dzieci, które przyjadą na wakacje do Polski, ponieważ organizatorom zabrakło funduszy na zakup biletów dla wszystkich dzieci.

Istota problemu

I tak naprawdę organizatorzy zbiórki, z którymi się spotkałem, podkreślali, że pomoc finansowa jest ważna, ale dużo ważniejsze jest to, że ci ludzie pragną mieć kontakt z Polską i z polską kulturą. Mają tam bardzo trudne życie i pewnie może nawet niektórzy chcieliby w przyszłości wrócić do kraju, ale w gruncie rzeczy tym, co dla nich najważniejsze, to właściwie to, żebyśmy my o nich nie zapomnieli. Żebyśmy pamiętali o tym, że w Kazachstanie nadal mieszkać może nawet 100 tysięcy Polaków, często już z tego najmłodszego pokolenia.

My w Polsce mamy problemy demograficzne i martwimy się o to, skąd ściągnąć ludzi, którzy będą pracowali i płacili ZUS. Ukraińcy to jedna opcja, jednak jest mało prawdopodobne, że u nas zostaną. Azjaci z Wietnamu – bardzo porządni, pracowici ludzie. Ale powinniśmy też myśleć o tym, jak ściągnąć do Polski Polaków, którzy z różnych przyczyn mieszkają obecnie na w innych krajach m.in. właśnie Polaków z Kazachstanu.

W chwili gdy publikuję podcast, zbiórka niestety już się najpewniej zakończyła. Jednak to, do czego chciałbym was zachęcić, to wejście na facebooka, na fanpage Misja Kazachstan 2019. Nie ma innej strony internetowej. Wszystko znajdziecie tam. Poczytajcie, polubcie, poudostępniajcie.

Zobacz także: #3 Najlepszy kamuflaż dla preppersa

Wspierajmy Polaków w Kazachstanie na różne sposoby

To, co istotne, co podkreślali moi rozmówcy, to to, że oni nie mają monopolu na akcje pomocy Polakom z Kazachstanu. Więc tak naprawdę nie ma aż takiego znaczenia czy wesprzecie Misję Kazachstan czy Fundację Lelewela, która sprawuje pieczę nad zbiórką od strony formalnej, czy jakąkolwiek inną inicjatywę, która ukierunkowana jest właśnie na ten cel. Chodzi ogólnie o to, żeby wesprzeć naszych rodaków w Kazachstanie i zrobić choćby mały, symboliczny gest, zainteresować się tematem, wracać do niego, mówić o nim innym. Temat Polaków w Kazachstanie nie powinien zostać zapomniany czy przysypany innymi sprawami.

Wątek survivalowy

Na koniec jeszcze chciałbym dodać obiecany wątek survivalowy, który pojawił się właśnie w trakcie naszej rozmowy. Taka ciekawostka, z której ja osobiście wyciągnąłem pewne wnioski. A chodzi o historię, którą usłyszałem.

Otóż wyobraźcie sobie taką sytuację: październik 1936 roku. Po wielu tygodniach ciężkiej podróży w pociągu, w bydlęcych wagonach, w tłoku… naprawdę ciężkie warunki. Wiele osób zmarło. Właściwie przetrwali najsilniejsi. Pociąg zatrzymuje się praktycznie już na Syberii. Ludzie wysiadają i wiadomo, że dosłownie za chwilę przyjdą siarczyste mrozy, sięgające minus 40 stopni.

Co zrobiłby preppers?

Wyjął siekierę czy piłę i zaczął budować szałas, prawda?

Tylko, że Kazachstan, okolice Czkałowa to właściwie goły step. Bez drzew. Bez niczego.Czasy stalinowskiego terroru. Ludzie z jednej wioski nie mogli rozmawiać z ludźmi z drugiej wioski. Wielki Głód nie tylko na Ukrainie, ale w całym związku radzieckim. Więc tubylcy siedzieli głodni, zastraszenie, pozamykani w swoich domach.

Ludzie, którzy zostali tam wywiezieni, byli praktycznie skazani na śmierć.

Taki mit, przekazywany z pokolenia na pokolenie do dziś głosi, że Polacy wkupili się w łaski Kazachów w ten sposób, że pochowali ich zmarłych. Kazachowie byli po prostu zbyt wycieńczeni wielkim głodem, by móc chować swoich bliskich. Dlatego szczątki spoczywały w jednym miejscu. Polacy, którzy wysiedli z pociągu, urządzili pochówek – tak, jak potrafili i tak jak sami dali radę. I to sprawiło, że lokalna ludność przyjęłą ich do swoich domów, pomimo nieufności, atmosfery terroru, wielkiej biedy i wielkiego głodu. W ten sposób przeżyli pierwszy rok, mieszkając wspólnie w ciasnych, zimnych domach.

Zobacz także: #4 To czeka każdego

Nikt nie jest w stanie przygotować się na wszystko

Nie chcę przez to powiedzieć, że zawsze i wszędzie powinniśmy zaczynać od pochowania zmarłych. Chociaż wiadomo, że tak ogólnie to zmarłych trzeba chować. Chodzi mi raczej o to, że nigdy nie będziemy przygotowani na wszystko.

Żaden preppers nie jest w stanie być w pełni gotowy w 100 proc., przygotowując się taką metodą, że spisze sobie wszystkie możliwe zagrożenia, a następnie wszystkie możliwe rozwiązania i zacznie gromadzić sprzęt. Nie tędy droga.

Życie może nas zaskoczyć w najbardziej nieoczekiwany sposób. Człowiek może przeżyć 3 minuty bez tlenu, 3 godziny bez ciepłą, 3 dni bez wody i 3 tygodnie bez jedzenia.

I może właśnie będziemy mieli super sprzęt, super schronienie i super zapasy, ale przecenimy swoje przygotowanie i w wyniku chęci zaoszczędzenia jedzenia wpadniemy w jakąś zapaść z powodu hipoglikemii. Bo nasze organizmy dziś w ogóle nie są przystosowane do głodu.

Owszem – człowiek może wytrzymać bez jedzenia 3 tygodnie. A z niewielką ilością jedzenia pewnie i dłużej. Tylko że ludzie w Afryce czy Wenezueli nie znajdują się w takiej sytuacji z dnia na dzień. To kwestia stopniowego pogarszania się jakiejś sytuacji i narastającego wyniszczającego organizm głodu. My jesteśmy upasieni i przyzwyczajeni do wygód i kalorii. Nikt z nas tak naprawdę nie jest w stanie przewidzieć, jak zachowa się jego organizm w sytuacji mocno kryzysowej. Ani tym bardziej jak zachowają się inni ludzie, nasze otoczenie, przypadkowo napotkani obcy.

Zobacz także: #5 Czy warto być preppersem?

Wnioski

Moje wnioski, które wyciągnąłem po usłyszeniu historii Polaków w Kazachstanie są takie, że dużo ważniejsze jest to, co mamy w głowie, niż to, co mamy w plecaku. Dużo ważniejsza jest umiejętność improwizacji, siła psychiczna czy umiejętność przezwyciężania osobistych kryzysów, niż sprzęt, kupowanie kolejnych, drogich noży.

Sporą część sprzętu, który ja dziś posiadam, kupiłem 10-12 lat temu, kiedy zaczynałem interesować się tematem. I właściwie ani razu nie były mi absolutnie niezbędne. Multitool leathermana (ja mam akurat takiego Charge’a) to przydatna rzecz i jeśli się uprzeć, rzeczywiście ileś razy użyłem go zamiast innego narzędzia, którego akurat nie miałem. Zdarzało mi się używać noża zamiast piły czy siekierki, ale było to podyktowane wyłącznie tym, że chciałem sobie pobatonować.

I niestety – trzeba to chyba powiedzieć – patrząc na niektóre podcasty czy kanały survivalowe – zwłaszcza z USA – można odnieść wrażenie, że to twardy biznes polegający na straszeniu ludzi zagrożeniami, a potem sprzedawaniu sprzętu.

Rezygnacja z łatwej drogi

Prepping powinien polegać w dużej mierze na tym, że w codziennych małych kryzysach upatrujemy okazji do sprawdzenia siebie np. poprzez rezygnację z łatwej drogi. Na przykład znam ludzi, którzy nie są w stanie zrezygnować z samochodu i pojechać gdzieś komunikacją miejską, bo jest to dla nich zbyt uciążliwe. A ja bym poszedł jeszcze dalej – uciekł autobus? Idź 5 kilometrów z buta – to tylko przykład. Chociaż akurat z życia -wracałem ostatnio 5 km z buta, jak mi ostatni nocny uciekł.

Poważny kryzys może się kiedyś zdarzyć lub nie, jednak my powinniśmy się przygotowywać, nie tylko poprzez gromadzenie sprzętu, ale także poprzez zdobywanie wiedzy, trening, pokonywanie nieoczekiwanych przeszkód.

Jeśli zgadzacie się ze mną choć trochę, zróbcie coś dla mnie – wbijajcie na Misję Kazachstan i dajcie jakiś wyraz poparcia. Ludzie w Kazachstanie też mają internet i widzą, że ktoś interesuje się nimi.

Zobacz także: #6 72 godziny bez prądu


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *