#14 Holenderskie Cloverfield Lane 10

Jakiś czas temu wrzuciłem na fejsbuka info o rodzinie z Holandii, która siedziała 9 lat w piwnicy czekając na koniec świata. Potraktowałem to trochę z przymrużeniem oka, ale był to błąd. Wkrótce potem okazało się, że rodzina była przetrzymywana pod przymusem przez… no tak przez Austriaka Josefa B. Działo się to w miejscowości Ruinedwold na północy Holandii. 

Zobacz także: Jak zostać preppersem?

Słuchaj także na:

Przydatne zasoby

Ruinerwold

Sprawa wyszła na jaw po tym, jak 25-letni mężczyzna o bardzo zaniedbanym wyglądzie wszedł do pubu w Ruinerwold. Barman opisał go jako zdezorientowanego. Na jego twarzy miało być widać, że coś jest nie tak. W pewnym momencie powiedział, że nie może wrócić do domu i potrzebuje pomocy. Barman poinformował Policję, która udała się na farmę i po dokonaniu przeszukania odkryła tajne pomieszczenie ukryte za szafą. Mieszkał tam 67-letni mężczyzna i jego dzieci. W sumie z 25-cio latkiem, który uciekł, było tam dziewięć osób. Austriak Josef B., ojciec i sześcioro dzieci w wieku 18-25 lat. Najstarszy z nich uciekł. 

Czytaj także: Kim są preppersi?

Z czasem w mediach zaczęły pojawiać się niepokojące informacje, że rodzina była przetrzymywana pod przymusem przez Josefa B. od 9 lat, czyli od 2010 roku. Po kilku dniach Policja zatrzymała także ojca, którego wcześniej uważano za ofiarę. Ujawniono, że był on w latach 80-tych członkiem sekty Moona, z której jednak został wyrzucony z uwagi na problemy psychiczne, ale tu rodzi się pytanie o wiarygodność takiej informacji. Bo jakie problemy psychiczne, według jakich kryteriów. Czy chodzi o jakąś prawdziwą diagnozę czy po prostu oni sami stwierdzili, że facet ma nierówno pod kopułą? Nie jest to w 100% wiarygodna informacja. 

Rodzina duchów

W dalszej kolejności ujawniono, że zarówno ojciec rodziny, jak i najstarszy syn Jan – ten, który uciekł – byli aktywni w mediach społecznościowych. Ojciec miał prowadzić blog i fanpage na facebooku, pod kryptonimem John Eagles, na którym pokazywał m.in. mokasyny własnej roboty, maszynę wioślarską do ćwiczeń czy swoje treningi tai chi. Miał też wykładać swoją filozofię i przekonania religijne. Teoretycznie więc był takim holenderskim odpowiednikiem Varga Vikernesa, tylko że przetrzymywał swoje dzieci na farmie pod przymusem. Był święcie przekonany, że zamierza je przed czymś uchronić. Konkretnie przed cytuję “złą miłością i duchami”. Co ciekawe, w Holandii rodzina sama została ochrzczona “Rodziną duchów”. 

Jak do tej pory nie pojawiły się chyba żadne informacje na temat tego, żeby ojciec krzywdził w jakikolwiek sposób swoje dzieci, więc było to raczej coś w rodzaju przetrzymywania pod przymusem. On sam wychodził na zewnątrz, pracował w ogrodzie itd. Przez 9 lat udawało im się funkcjonować praktycznie całkowicie poza systemem. NIkt nie zadawał żadnych pytań. Ojciec zabrał dzieci ze szkoły i teoretycznie prowadził edukację domową. Przy czym i tak ciężko mi sobie wyobrazić, żeby przez tyle lat nikt ich nie skontrolował. 

No i teraz rodzi się pytanie – czy rzeczywiście jest to człowiek chory psychicznie, który przymusem więził swoją rodzinę w ukrytym pomieszczeniu, czy może przekroczył pewne granice w swoim postrzeganiu świata, wsiąkł za bardzo w jakieś ideololo i utracił kontakt z bazą. Piszą, że na swój sposób był zawładnięty religią. Pisał podobno swoją ewangelię, a całą rodzina czekała na nastanie końca czasów. Dla wielu ludzi to właściwie wystarczy, by wydać jednoznaczną opinię. 

Słuchaj także: #14 Bomba atomowa. Jak przetrwać?

Gdzie jest granica?

Ta historia zmusiła mnie do refleksji nad tym czym jest prepping, gdzie leżą granice i czy ja również kiedyś zamknę swoją rodzinę w piwnicy? A jeśli tak, to czy będzie to uzasadnione? Czy nie okażę się, żę podjąłęm złą decyzję i zostanę uznany za świra i osadzony za kratami. Gdzie leży granica i czy jesteśmy w stanie ją dostrzec? I dostrzec ją w porę. Myślę, że nie ma prostych odpowiedzi na takie pytania. Myślę… OBAWIAM SIĘ, że łatwiej jest podjąć złą decyzję – być albo za bardzo, albo zbyt mało, niż utrafić idealnie w samo sedno. A być może jest to takżę jedno z największych wyzwań preppingu – jak zrobić, żeby w porę podjąć właściwą decyzję i uniknąć błędu w jedną czy drugą stronę?

Co ja osobiście sądzę? Sądzę, że kluczową kwestią jest nie to, żeby samemu brać na siebie rolę klucznika i jedynej odpowiedzialnej osoby w rodzinie. Najważniejsze jest to, żeby pozwolić innym być odpowiedzialnym, pracować z nimi, dostarczać im przysłowiowej wędki, a nie tylko znosić ryby. Nie izolować od zagrożeń, ale uczyć się wspólnie, jak te zagrożenia omijać, niwelować czy stawiać im czoła. Nauczyć swoje dzieci działać tak, by radziły sobie, gdy my sami spoczniemy sobie w mogiłce, złożymy wygodnie główkę na miękkiej, zimnej glebie io zamkniemy oczy na zawsze.

Ja przynajmniej myślę o preppingu myślę właśnie tak. 

Kluczowy perk ucieczkowy

Chciałem wybrać coś w temacie i przyszedł mi do głowy ten żart, że trzeba dużo jeść, bo grubych trudniej porwać. Ale to nieprawda. Każdego można porwać, tylko trzeba znaleźć skuteczny argument.

Natomiast wysoce przydatną kompetencją preppersa, którą – mam wrażenie – często się całkowicie pomija, to otwieranie zamków, kłódek i innych barier i przeszkód. Jest na YouTube takie kanał LockPickLawyer i drugi, polski LockTube – linki będą w notatkach. 

Na obu tych kanałach znajdują się filmy, które zgodnie z zamysłem twórców są testami zabezpieczeń – kłódek, zamków, różnego rodzaju zapięć. Wiadomo, że jak ktoś ma złe intencje, wykorzysta to w złym celu, ale jakby nie taki jest zamysł. 

Oni praktycznie wszystko robią przy użyciu narzędzi. Ale wyszedłem z założenia, że lepiej wiedzieć, jak coś otworzyć z użyciem narzędzi, niż nie mieć zielonego pojęcia, jak się do tego zabrać. Bo to jest też wiedza, w jaki sposób te zabezpieczenia działają. Jaki to jest mechanizm. Co sprawia, że on działa. 

To także zbiór podpowiedzi, co warto mieć w swoim EDC. Ja wiem, że jak się jest porwanym, to zwykle porywacz zabiera nóż, portfel, telefon i tak dalej. Ale trzeba wiedzieć, jak coś działa oraz czego potrzebujemy np. cienkiego sztywnego drutu, który można jakoś zaimprowizować. MacGyver nie był MacGyverem tylko dlatego, że się tak nazywał!

Cloverfield Lane 10

Cloverfield Lane 10. Film, który od razu skojarzył mi się z historią holenderskiej rodziny. Jeżeli ktoś nie widział, to polecam. Film nie jest wybitny, ale trzyma w napięciu i potrafi zaskoczyć – zwłaszcza, że do końca nie jesteśmy pewni czy mamy do czynienia ze świrem, a jego historia to kłamstwo wykreowane po to, by mieć nad kimś władzę, czy rzeczywiście istnieje realne zagrożenie. 

W roli świra porywacza John Goodman. Człowiek, którego przeważnie kojarzy się rolami komediowymi, tymczasem tutaj wciela się on w kogoś takiego, kto mógłby… no właśnie – zamknąć kogoś w piwnicy i okłamywać, że na zewnątrz pozostała już tylko śmierć. Film nie niesie ze sobą ogromu wiedzy dydaktycznej na temat tego, jak budować schrony, ale pokazuje pewne aspekty psychologiczne takiej sytuacji. Gorąco polecam.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *